Sahara pojechała dziś do swojego wyczekanego domu :)
Te 7 miesięcy były wyjątkowym czasem dla nas, bo Sahara to wyjątkowy kot, wyjątkowy charakter.
Domek też jest wyjątkowy, więc myślę, że do siebie świetnie pasują. Jestem zadowolona z tej adopcji bardzo. Nie uroniłam ani jednej łzy, tak byłam przekonana, że wszystko pójdzie dobrze :).
Teraz trzymam kciuki za powodzenie Sucharka w nowym domu. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzuje, a jej Ludzie szybko ją zrozumieją. Życzę im wiele radości z poznawania się i wiele, wiele wspaniałych lat spędzonych razem :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sahara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sahara. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 stycznia 2010
wtorek, 29 grudnia 2009
Saharka - Sacharka
Ostatnio, ku mojemu (zawodowemu) przerażeniu odkryłam, że nazwę pewnego popularnego dwucukru - Sacharozy - piszemy w języku polskim przez "ch"
pozdrawiam
mgr polonistyki.
Postulat: Zmieniamy imię Sahary na Sachara ;). Jest przesłodka. Rozgadany, mały obżartuch 8).
Kontrola jakości zdjęć Sahary publikowanych w internecie:

Tocia i Sahara zastanawiały się wspólnie nad losem myszki. Nie powiedziały mi, do czego doszły.
pozdrawiam
mgr polonistyki.
Postulat: Zmieniamy imię Sahary na Sachara ;). Jest przesłodka. Rozgadany, mały obżartuch 8).
Kontrola jakości zdjęć Sahary publikowanych w internecie:

Tocia i Sahara zastanawiały się wspólnie nad losem myszki. Nie powiedziały mi, do czego doszły.
niedziela, 20 grudnia 2009
wtorek, 1 grudnia 2009
Sesja w zieleni
Kupiłam SOBIE zielony pledzik. Myślałam, że będzie służył przede wszystkim MI. Jak zwykle byłam w błędzie. Otóż tak naprawdę kupiłam go Saharze. Okazało się, że mam kota-narcyza*.
Oto ja, Sahara
I ja...
...i ja...
poniedziałek, 30 listopada 2009
Tajemnicze niechcenie Sahary.
środa, 11 listopada 2009
Zaczniemy od wiadomości pozytywnych:
Sahara i Daina są zamówione :) Trudno mi sobie było wyobrazić tak dobry dom, jak ten dla Dainy. Z domkiem Sahary się jeszcze nie znamy, jednak wszystko wskazuje na to, że się dogadamy... Pozostaje tylko Osobie, która postanowiła się młodą zaopiekować, głębiej wejść w tajniki kociego zdrowia i bezpieczeństwa. Z duszą na pewno szybko sobie poradzi!:)
Wiadomość zła jest tylko jedna. Jestem chora i nie mam na nic siły, wliczając w to robienie zdjęć. Wygrzebałam jednak coś bardzo ładnego i zabawnego. Zabawnego, bo po pierwsze samo zdjęcie jest samo w sobie zabawne. Po drugie jest już dość stare, a powód, dla którego jeszcze nie znalazło się na blogu jest taki, że nie potrafię obsługiwać mojej komórki, a tym bardziej ściągać z niej zdjęć na komputra. Z odsieczą przyszedł Bartek, który wziął kabelek, wpiął do komórki, do komputera, odczekał chwilę i otworzył odpowiedni folder... to naprawdę nie było takie trudne ;)
A oto Jej Wysokość Kropka (ros. Tочка), 1,5 metra nad ziemią, w nimbie tajemniczości, spogląda łaskawie a przenikliwie na swych poddanych
Sahara i Daina są zamówione :) Trudno mi sobie było wyobrazić tak dobry dom, jak ten dla Dainy. Z domkiem Sahary się jeszcze nie znamy, jednak wszystko wskazuje na to, że się dogadamy... Pozostaje tylko Osobie, która postanowiła się młodą zaopiekować, głębiej wejść w tajniki kociego zdrowia i bezpieczeństwa. Z duszą na pewno szybko sobie poradzi!:)
Wiadomość zła jest tylko jedna. Jestem chora i nie mam na nic siły, wliczając w to robienie zdjęć. Wygrzebałam jednak coś bardzo ładnego i zabawnego. Zabawnego, bo po pierwsze samo zdjęcie jest samo w sobie zabawne. Po drugie jest już dość stare, a powód, dla którego jeszcze nie znalazło się na blogu jest taki, że nie potrafię obsługiwać mojej komórki, a tym bardziej ściągać z niej zdjęć na komputra. Z odsieczą przyszedł Bartek, który wziął kabelek, wpiął do komórki, do komputera, odczekał chwilę i otworzył odpowiedni folder... to naprawdę nie było takie trudne ;)
A oto Jej Wysokość Kropka (ros. Tочка), 1,5 metra nad ziemią, w nimbie tajemniczości, spogląda łaskawie a przenikliwie na swych poddanych
wtorek, 22 września 2009
Sahara upomina się
Sahara czeka na domek.
Domek ma być fajny i na zawsze. Bo Sahara jest fajna i naprawdę wierna.
To zamyślone spojrzenie kryje mnóstwo ciepła, czułości i otwartości. Jak na swój wiek Sahara jest bowiem bardzo dojrzała. Harcuje, owszem, ale za każdym razem, gdy przebywamy w jej towarzystwie afirmuje nas jak tylko potrafi - podnosi do góry koczkodanowaty ogonek, przymila się nienachalnie i delikatnie mruczy. Kocha głaskanie. Kocha noszenie na rękach. Kocha towarzystwo ludzi i innych kotów. Jest niekłopotliwa.
To, że jest kotem idealnym, nie ulega żadnej wątpliwości. To, że nie znalazła jeszcze domu, jest co najmniej dziwne.

Sahara właśnie przechodzi odrobaczanie, a jej infekcja, którą wreszcie zidentyfikowaliśmy z pomocą badań laboratoryjnych i fachowej opinii weterynarza, okazała się niegroźnym powikłaniem po panleukopenii. Ot, zwyczajne obniżenie odporności, z którego sama powinna wyjść. Miejmy nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. No i że wreszcie znajdzie się TEN Człowiek...
czwartek, 17 września 2009
pręgi na futrze służą do kamuflażu
Wszyscy o tym wiedzą. Moje koty postanowiły to udowodnić doświadczalnie i z uporem się maskują.
Tocia
Sahara
wtorek, 25 sierpnia 2009
Sahara oraz kolejne dylematy gógla
Sahara jest chora. Nie wiemy dokładnie co jej jest, w każdym razie ma cały zasmarkany nosek i uszka pełne woskowiny. Wysłaliśmy jednak wymaz do badania, dziś zrobimy test na FeLV i wszystko powinno się wyjaśnić. Mam nadzieję jednak, że ten spadek odporności wiąże się z przebytą panleukopenią a nie kolejnymi ciężkimi chorobami :(...
Nie można jednak zaprzeczyć, że kocię czuje się dobrze. Na szczęście uporczywy katar nie robi na niej (raczej) wrażenia. Tutaj przykłady ;) :
Nie można jednak zaprzeczyć, że kocię czuje się dobrze. Na szczęście uporczywy katar nie robi na niej (raczej) wrażenia. Tutaj przykłady ;) :
A teraz proszę państwa gwóźdź programu.
Otóż tym razem gógl powiedział mi, że szukał "instrukcji podłączania kroplówki dla psa". Jak to się robi? Nie mam pojęcia i tym dziwniejsze jest, że ktoś w ten sposób znalazł mojego bloga. Sama ostatnio kupiłam kabel do kroplówki i przez pól godziny "rozkminiałam" (ukłony dla Katii na Węgrzech;)) jak to się podłącza do kota. Ostatecznie zrezygnowałam i podałam kroplówkę za pomocą strzykawki 20 ml igłą 0,9 (wygodna do aminokwasów itp.). Tyle wiem.
Drodzy czytelnicy, jeżeli się nie umie podłączyć tej kroplówki, lepiej tego nie robić samemu, naprawdę. To grozi szkodami w ludziach, zwierzętach i sprzęcie. Jak się chce robić takie rzeczy samemu, lepiej najpierw poprosić weta o instrukcję - jeśli nie jest skończonym głąbem i nie ma ochoty na was zarabiać (więcej) to wam jej udzieli (ta rada także do mnie ;))).
Ponadto, z mniej śmiesznych zapytań gógla: "kociątko, złamana łapka" - moja odpowiedź - "do weta natychmiast!" A jeśli uważasz, że nie natychmiast, to: "do weta, idioto!". Złamana łapka boli. Naprawdę. Jeżeli nie zabezpieczy się i nie opatrzy złamania oraz nie poda środków przeciwbólowych (a to wszystko może zrobić tylko weterynarz!) to konsekwencje będzie ponosiło niewinne zwierzę.
Kolejna mniej śmieszna rzecz: "kocie choroby objawy zachwianie równowagi". Ktoś wczoraj szukał takiej choroby, która powoduje zachwianie równowagi . Otóż mam nadzieję, że zrobi to jeszcze raz i włączy mojego bloga, bo mam znowu ochotę napisać "idź do weta!!!". Zachwiania równowagi mogą świadczyć o bardzo poważnych problemach neurologicznych (np. w śmiertelnej chorobie Aujeszky'ego), jak również o zupełnych bzdurach, co może znów stwierdzić tylko wet. Potrzebna jest poważna diagnostyka, a doktor Wikipedia raczej nie zbada nam krwi ani nie zrobi RTG. Jest to fajne źródło informacji, gdy nic się nie dzieje. Jednak kiedy zwierzę choruje należy potraktować sprawę poważnie.
Jak dostanę wiecej takich zapytań to założę bloga www.idzdoweta.blogspot.com i będę wysyłać kunktatorów.
Na deser rozespana Sahara:
Otóż tym razem gógl powiedział mi, że szukał "instrukcji podłączania kroplówki dla psa". Jak to się robi? Nie mam pojęcia i tym dziwniejsze jest, że ktoś w ten sposób znalazł mojego bloga. Sama ostatnio kupiłam kabel do kroplówki i przez pól godziny "rozkminiałam" (ukłony dla Katii na Węgrzech;)) jak to się podłącza do kota. Ostatecznie zrezygnowałam i podałam kroplówkę za pomocą strzykawki 20 ml igłą 0,9 (wygodna do aminokwasów itp.). Tyle wiem.
Drodzy czytelnicy, jeżeli się nie umie podłączyć tej kroplówki, lepiej tego nie robić samemu, naprawdę. To grozi szkodami w ludziach, zwierzętach i sprzęcie. Jak się chce robić takie rzeczy samemu, lepiej najpierw poprosić weta o instrukcję - jeśli nie jest skończonym głąbem i nie ma ochoty na was zarabiać (więcej) to wam jej udzieli (ta rada także do mnie ;))).
Ponadto, z mniej śmiesznych zapytań gógla: "kociątko, złamana łapka" - moja odpowiedź - "do weta natychmiast!" A jeśli uważasz, że nie natychmiast, to: "do weta, idioto!". Złamana łapka boli. Naprawdę. Jeżeli nie zabezpieczy się i nie opatrzy złamania oraz nie poda środków przeciwbólowych (a to wszystko może zrobić tylko weterynarz!) to konsekwencje będzie ponosiło niewinne zwierzę.
Kolejna mniej śmieszna rzecz: "kocie choroby objawy zachwianie równowagi". Ktoś wczoraj szukał takiej choroby, która powoduje zachwianie równowagi . Otóż mam nadzieję, że zrobi to jeszcze raz i włączy mojego bloga, bo mam znowu ochotę napisać "idź do weta!!!". Zachwiania równowagi mogą świadczyć o bardzo poważnych problemach neurologicznych (np. w śmiertelnej chorobie Aujeszky'ego), jak również o zupełnych bzdurach, co może znów stwierdzić tylko wet. Potrzebna jest poważna diagnostyka, a doktor Wikipedia raczej nie zbada nam krwi ani nie zrobi RTG. Jest to fajne źródło informacji, gdy nic się nie dzieje. Jednak kiedy zwierzę choruje należy potraktować sprawę poważnie.
Jak dostanę wiecej takich zapytań to założę bloga www.idzdoweta.blogspot.com i będę wysyłać kunktatorów.
Na deser rozespana Sahara:
sobota, 22 sierpnia 2009
Kto pokocha Saharę? A Dainę??
Bo tak właściwie to zapomnieliśmy napisać, że Zenitek pojechał do domku! :) Domek jest bardzo fajny, a Zenit na zdjęciu, jakie dostałam w dniu adopcji, całkiem zadowolony!
A po dziewczynki moje nikt nie dzwoni... wydaje mi się to dziwne, to takie piękne, kochane, przytulaśne i mruczące stwory. Obie mają cudowne charaktery. Najchętniej dałabym je komuś w dwupaku :)
Szukamy dla nich najlepszego domku pod słońcem:


Daina (u góry) i Sahara podczas zabawy:)
A po dziewczynki moje nikt nie dzwoni... wydaje mi się to dziwne, to takie piękne, kochane, przytulaśne i mruczące stwory. Obie mają cudowne charaktery. Najchętniej dałabym je komuś w dwupaku :)
Szukamy dla nich najlepszego domku pod słońcem:

Daina (u góry) i Sahara podczas zabawy:)
wtorek, 11 sierpnia 2009
Panleukopenia
Przez półtora tygodnia było naprawdę gorąco... czy może raczej powiało chłodem, autentycznym chłodem śmierci stojącej tuż za plecami. To nie są patetyczne brednie, ale realne zagrożenie - Daina i Sahara zachorowały na panleukopenię.
Nie wiem właściwie jakim cudem udało mi się tak szybko zareagować. W poniedziałek, 27 lipca Daina wydała mi się osowiała. Nie wybiegła mi na spotkanie gdy wróciłam do domu, stwierdziłam więc, że jest coś nie tak. Miała wysoką gorączkę - prawie 41 stopni! Pojechałam więc do weterynarza, gdzie, jak się okazało, temperatura spadła dość drastycznie (o stopień). Razem z weterynarzem stwierdziliśmy, że objawy są bardzo podobne do tych, jakie niedawno przechodziła maleńka Senea - tymczaska Mimw (Daina miała wysoką gorączkę, była odwodniona, nie miała apetytu i nie mogła nic wypić, podobnie jak Senea). W jej przypadku jednak było to prawdopodobnie spowodowane kokcydiozą, nie tak niebezpieczną jak panleukopenia.
W tym samym dniu, w przypływie impulsu, dzwoniłam do kliniki, gdzie zwykle mają testy na parwowirozę psów - to bardzo podobne wirusy, dzięki czemu można w większości wypadków wykryć także kocią panleukopenię.
Bardzo nie lubię ferować wyroków, tym razem jednak się nie powstrzymam, bo sytuacja przeszła moje wyobrażenia o... chciwości. Wiem, że w tej klinice wizyty u weterynarzy są bardzo drogie, chciałam więc kupić tylko test, mając na uwadze finanse azylu (podejrzewam, że pracownicy kliniki równie dobrze zdają sobie sprawę z tego, ile pieniędzy ma schronisko). Niestety, odmówiono mi - z testu skorzystać można tylko podczas regularnej wizyty. W tym dniu nie zrobiłam więc go, licząc chyba na to, że przejdą mi przeczucia. Gdyby nie to, że COŚ zaprowadziło mnie we wtorek niemal za rękę do kliniki, być może w ogóle bym go nie zrobiła, być może po prostu kot umarłby mi na rękach z "niewyjaśnionych przyczyn" i w dodatku w męczarniach.
Weterynaria to jest zawód z powołania. Więc pouczam tych, którzy zapomnieli: zarabia się pieniądze nie tam, gdzie w grę wchodzi alternatywa: życie lub śmierć.
Od tego momentu wszystko potoczyło się błyskawicznie dzięki szybkiej reakcji Bartka, Mimw, Luelki, Myszki i Sławka.xww, Grrr..., Aaasii, Justyny, Emilki, Marysi i Beaty. Wszyscy spisali się w ramach swoich możliwości najlepiej na świecie. Dzięki temu 7 kociąt i Largo, dorosły kot, jednak nieszczepiony do tej pory, otrzymały surowicę z krwi ozdrowieńca w ciągu trzech godzin od wyniku testu, czyli bardzo szybko.
Szczególne podziękowania należą się Rolandowi. Roland to wielki, piękny kot Myszki.xww, który przechodził panleukopenię i dzięki niemu dostaliśmy krew dla maluchów. Ponadto ma on tak dobry charakter, że wręcz podawał kolejne łapki do pobierania krwi. Chyba rozumiał, jakie to ważne...
Kolejne trzy dni zmusiły mnie do ciągłego czuwania nad Dainą, która przechodziła na przemian kryzysy i poprawy. Najgorszy kryzys był w czwartkową noc - w którymś momencie intuicyjnie wiedziałam, że nikt nie może stwierdzić, czy przeżyje. Biedne, maleńkie ciałko, wychudzone do granic możliwości, było pokłute miejsce przy miejscu przez kolejne zastrzyki z antybiotyków, leków podnoszących odporność, przeciwwymiotnych, kroplówek, które podawałam co kilka godzin. Daina wytrzymała jednak i następna poprawa przyniosła... apetyt! Byłam zachwycona... Później było już tylko lepiej.
W następny poniedziałek zachorowała Sahara, jednak przechodziła chorobę bardzo lekko. Bałam się pogorszenia, na szczęście udało się utrzymać to świństwo w ryzach. Zenit w ogóle nie zachorował. Był raz szczepiony i dostał surowicę :)
W tej chwili cała trójka czuje się dobrze i jest gotowa do adopcji - jednak trzeba pamiętać, że kociaki mogą zamieszkać tylko z dwukrotnie zaszczepionymi kotami lub ozdrowieńcami po panleukopenii. Zenit będzie miał jutro "rozmowę"... więc bardzo proszę o kciuki :)
Tutaj dziękuję jeszcze Ryśce, która podarowała Dainie interferon (duuużo interferonu :D) - prawdnopodobnie złagodził przebieg choroby i dał niezłego kopa jej odporności :) dziękuję :)
A teraz jeszcze "ku przestrodze": panleukopenia NIE MA objawów swoistych, tylko typowe. To, że kociak nie wymiotuje i nie ma biegunki nie znaczy, że cierpi na inną chorobę. Tak właśnie było w przypadku Dainy i Sahary. Pierwszymi objawami była apatia i brak apetytu z wysoką gorączką. Wymioty pojawiły się w drugim dniu choroby i nie były szczególnie intensywne. Biegunki w ogóle nie było, a Dainę podejrzewałam wręcz o zatwardzenie. Także radzę nie dać się zwieść wyobrażeniom - swoim i weterynarzy - o tej chorobie i szybko zrobić test w razie nietypowych objawów u swojego nieszczepionego kocięcia.
Nie wiem właściwie jakim cudem udało mi się tak szybko zareagować. W poniedziałek, 27 lipca Daina wydała mi się osowiała. Nie wybiegła mi na spotkanie gdy wróciłam do domu, stwierdziłam więc, że jest coś nie tak. Miała wysoką gorączkę - prawie 41 stopni! Pojechałam więc do weterynarza, gdzie, jak się okazało, temperatura spadła dość drastycznie (o stopień). Razem z weterynarzem stwierdziliśmy, że objawy są bardzo podobne do tych, jakie niedawno przechodziła maleńka Senea - tymczaska Mimw (Daina miała wysoką gorączkę, była odwodniona, nie miała apetytu i nie mogła nic wypić, podobnie jak Senea). W jej przypadku jednak było to prawdopodobnie spowodowane kokcydiozą, nie tak niebezpieczną jak panleukopenia.
W tym samym dniu, w przypływie impulsu, dzwoniłam do kliniki, gdzie zwykle mają testy na parwowirozę psów - to bardzo podobne wirusy, dzięki czemu można w większości wypadków wykryć także kocią panleukopenię.
Bardzo nie lubię ferować wyroków, tym razem jednak się nie powstrzymam, bo sytuacja przeszła moje wyobrażenia o... chciwości. Wiem, że w tej klinice wizyty u weterynarzy są bardzo drogie, chciałam więc kupić tylko test, mając na uwadze finanse azylu (podejrzewam, że pracownicy kliniki równie dobrze zdają sobie sprawę z tego, ile pieniędzy ma schronisko). Niestety, odmówiono mi - z testu skorzystać można tylko podczas regularnej wizyty. W tym dniu nie zrobiłam więc go, licząc chyba na to, że przejdą mi przeczucia. Gdyby nie to, że COŚ zaprowadziło mnie we wtorek niemal za rękę do kliniki, być może w ogóle bym go nie zrobiła, być może po prostu kot umarłby mi na rękach z "niewyjaśnionych przyczyn" i w dodatku w męczarniach.
Weterynaria to jest zawód z powołania. Więc pouczam tych, którzy zapomnieli: zarabia się pieniądze nie tam, gdzie w grę wchodzi alternatywa: życie lub śmierć.
Od tego momentu wszystko potoczyło się błyskawicznie dzięki szybkiej reakcji Bartka, Mimw, Luelki, Myszki i Sławka.xww, Grrr..., Aaasii, Justyny, Emilki, Marysi i Beaty. Wszyscy spisali się w ramach swoich możliwości najlepiej na świecie. Dzięki temu 7 kociąt i Largo, dorosły kot, jednak nieszczepiony do tej pory, otrzymały surowicę z krwi ozdrowieńca w ciągu trzech godzin od wyniku testu, czyli bardzo szybko.
Szczególne podziękowania należą się Rolandowi. Roland to wielki, piękny kot Myszki.xww, który przechodził panleukopenię i dzięki niemu dostaliśmy krew dla maluchów. Ponadto ma on tak dobry charakter, że wręcz podawał kolejne łapki do pobierania krwi. Chyba rozumiał, jakie to ważne...
Kolejne trzy dni zmusiły mnie do ciągłego czuwania nad Dainą, która przechodziła na przemian kryzysy i poprawy. Najgorszy kryzys był w czwartkową noc - w którymś momencie intuicyjnie wiedziałam, że nikt nie może stwierdzić, czy przeżyje. Biedne, maleńkie ciałko, wychudzone do granic możliwości, było pokłute miejsce przy miejscu przez kolejne zastrzyki z antybiotyków, leków podnoszących odporność, przeciwwymiotnych, kroplówek, które podawałam co kilka godzin. Daina wytrzymała jednak i następna poprawa przyniosła... apetyt! Byłam zachwycona... Później było już tylko lepiej.
W następny poniedziałek zachorowała Sahara, jednak przechodziła chorobę bardzo lekko. Bałam się pogorszenia, na szczęście udało się utrzymać to świństwo w ryzach. Zenit w ogóle nie zachorował. Był raz szczepiony i dostał surowicę :)
W tej chwili cała trójka czuje się dobrze i jest gotowa do adopcji - jednak trzeba pamiętać, że kociaki mogą zamieszkać tylko z dwukrotnie zaszczepionymi kotami lub ozdrowieńcami po panleukopenii. Zenit będzie miał jutro "rozmowę"... więc bardzo proszę o kciuki :)
Tutaj dziękuję jeszcze Ryśce, która podarowała Dainie interferon (duuużo interferonu :D) - prawdnopodobnie złagodził przebieg choroby i dał niezłego kopa jej odporności :) dziękuję :)
A teraz jeszcze "ku przestrodze": panleukopenia NIE MA objawów swoistych, tylko typowe. To, że kociak nie wymiotuje i nie ma biegunki nie znaczy, że cierpi na inną chorobę. Tak właśnie było w przypadku Dainy i Sahary. Pierwszymi objawami była apatia i brak apetytu z wysoką gorączką. Wymioty pojawiły się w drugim dniu choroby i nie były szczególnie intensywne. Biegunki w ogóle nie było, a Dainę podejrzewałam wręcz o zatwardzenie. Także radzę nie dać się zwieść wyobrażeniom - swoim i weterynarzy - o tej chorobie i szybko zrobić test w razie nietypowych objawów u swojego nieszczepionego kocięcia.
poniedziałek, 27 lipca 2009
Nowy lokator - i wciąż brak adopcji :(((
Razem z Dainą i Saharą zamieszkał ich prawie-że-rówieśnik Zenit. Poprzednio mieszkał u Mimw. Pomoć był strasznym zbójem i tylko dlatego wylądował na wygnaniu, czyli u mnie ;).
Oczywiście żartowałam ;) wciąż borykamy się z problemem przepełnienia domów tymczasowych, mimo że dołączyło do nas w tym roku mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy pomagają ratować CKoty...
Zenit zupełnie zmienił się po przeprowadzce. Do końca nie wiem, czy chodzi o wychowawczą łapę Xeny, czy też opiekuńczość Toci. A może jedno i drugie? Dość, że z niedotykalskiego zawadiaki, zrobił się mruczkiem i gadułą. Świetnie dogadał się z resztą domowników, a mojego Bartka chyba zupełnie oczarował. Bo to przesympatyczny Toperz jest :)
Niestety, nikt nie dzwoni... :( Tak wspaniałe dziewczyny, Daina i Sahara, wciąż nie mogą doczekać się domu :((
PS. Zenit nie ma wirtualnego opiekuna!!!
Oczywiście żartowałam ;) wciąż borykamy się z problemem przepełnienia domów tymczasowych, mimo że dołączyło do nas w tym roku mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy pomagają ratować CKoty...
Zenit zupełnie zmienił się po przeprowadzce. Do końca nie wiem, czy chodzi o wychowawczą łapę Xeny, czy też opiekuńczość Toci. A może jedno i drugie? Dość, że z niedotykalskiego zawadiaki, zrobił się mruczkiem i gadułą. Świetnie dogadał się z resztą domowników, a mojego Bartka chyba zupełnie oczarował. Bo to przesympatyczny Toperz jest :)
Niestety, nikt nie dzwoni... :( Tak wspaniałe dziewczyny, Daina i Sahara, wciąż nie mogą doczekać się domu :((
PS. Zenit nie ma wirtualnego opiekuna!!!
piątek, 26 czerwca 2009
Dobre i złe wieści
Dobre są następujące: niedawno wszystkie trzy dziewczynki zyskały sobie Wirtualnych Opiekunów :) Bardzo się cieszę i dziękuję Wam serdecznie! To ogromna pomoc dla Cichego Kąta i dla Maluszków.
Dobrą wiadomość przyniosła także dzisiejsza kontrolna wizyta u weterynarza: małe nie muszą już brać antybiotyku. Infekcja bakteryjna została już zwalczona: gorzej z wirusową, która dalej może dawać się we znaki. Będziemy więc podnosić odporność, dbać o higienę oczek i dawać osłonowo tobramycynę i naclof.
Trzecia, i najważniejsza, dobra wiadomość: Zaina jest zarezerwowana :)))) Jestem bardzo szczęśliwa, bo wszystko wskazuje na to, że znalazła świetny domek. Pojedzie do niego, kiedy nowi Opiekunowie zdecydują, na jakim etapie leczenia przejmują pałeczkę. Jej imię najwyraźniej rzeczywiście przyniosło szczęście!
Czwarta dobra wiadomość: Sahara jest prawie zdrowa! :) Niewielka opuchlizna na spojówkach zapewne już niedługo się utrzyma. Mała jest radosna, pełna życia i... gotowa do adopcji...
Teraz złe wiadomości: Daina i Zaina będą potrzebowały operacji. U każdej na jednym oczku pojawił się wrzód, który spowodował zrośnięcie się spojówek. Niestety, oczka same sobie nie poradzą. Owrzodzenie należy na razie wyciszyć, potrzebne są miejscowe leki przeciwzapalne (naclof). Będziemy monitorować stan oczek i po jakimś czasie, gdy już stan maluchów będzie na to pozwalał, zrobimy operację.
Cóż, i tak kończy się lepiej niż myślałam. Oczka pod spojówkami są prawdopodobnie zdrowe. Po operacji pozostanie niewielkie owrzodzenie, które jednak w niewielkim stopniu będzie zaburzało widzenie. Bądźmy więc dobrej myśli :)
Dobrą wiadomość przyniosła także dzisiejsza kontrolna wizyta u weterynarza: małe nie muszą już brać antybiotyku. Infekcja bakteryjna została już zwalczona: gorzej z wirusową, która dalej może dawać się we znaki. Będziemy więc podnosić odporność, dbać o higienę oczek i dawać osłonowo tobramycynę i naclof.
Trzecia, i najważniejsza, dobra wiadomość: Zaina jest zarezerwowana :)))) Jestem bardzo szczęśliwa, bo wszystko wskazuje na to, że znalazła świetny domek. Pojedzie do niego, kiedy nowi Opiekunowie zdecydują, na jakim etapie leczenia przejmują pałeczkę. Jej imię najwyraźniej rzeczywiście przyniosło szczęście!
Czwarta dobra wiadomość: Sahara jest prawie zdrowa! :) Niewielka opuchlizna na spojówkach zapewne już niedługo się utrzyma. Mała jest radosna, pełna życia i... gotowa do adopcji...
Teraz złe wiadomości: Daina i Zaina będą potrzebowały operacji. U każdej na jednym oczku pojawił się wrzód, który spowodował zrośnięcie się spojówek. Niestety, oczka same sobie nie poradzą. Owrzodzenie należy na razie wyciszyć, potrzebne są miejscowe leki przeciwzapalne (naclof). Będziemy monitorować stan oczek i po jakimś czasie, gdy już stan maluchów będzie na to pozwalał, zrobimy operację.
Cóż, i tak kończy się lepiej niż myślałam. Oczka pod spojówkami są prawdopodobnie zdrowe. Po operacji pozostanie niewielkie owrzodzenie, które jednak w niewielkim stopniu będzie zaburzało widzenie. Bądźmy więc dobrej myśli :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






