Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2010

Sucharek w domu!

Sahara pojechała dziś do swojego wyczekanego domu :)

Te 7 miesięcy były wyjątkowym czasem dla nas, bo Sahara to wyjątkowy kot, wyjątkowy charakter.
Domek też jest wyjątkowy, więc myślę, że do siebie świetnie pasują. Jestem zadowolona z tej adopcji bardzo. Nie uroniłam ani jednej łzy, tak byłam przekonana, że wszystko pójdzie dobrze :).

Teraz trzymam kciuki za powodzenie Sucharka w nowym domu. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzuje, a jej Ludzie szybko ją zrozumieją. Życzę im wiele radości z poznawania się i wiele, wiele wspaniałych lat spędzonych razem :)

sobota, 26 grudnia 2009

Dobre wychowanie ;)


Bliźniaczki Daina i Melcia (u mnie tymczasowo nazywała się Zaina) są prawdziwymi szczęściarami. Nie dość, że trafiły do wspaniałego, zaangażowanego i kochającego domu, to jeszcze są razem :)

W łobuzowaniu nie przeszkadza im bielmo na 50% oczu (każda ma jedno oko uszkodzone przez koci katar). Czują się świetnie i są już strasznie zepsute. Ich Opiekunka pisze, że "turnusik reedukacyjny" dobrze by zrobił rozwydrzonym siostrom ;)).

Nie będziemy jednak nikogo reedukować ;) Ważne, że obie panienki są szczęśliwe i zdrowe. Dobre wychowanie jest dla mięczaków ;)))

Na zdjęciu: Daina i Mela, ale nie wiem, która jest która :P

czwartek, 2 lipca 2009

Zaina w domku!

Imię przyniosło Zainie szczęście :) Jako pierwsza z trójki rodzeństwa pojechała dzisiaj do domu :) Jej Opiekunka to świetna osoba, która dobrze się zajmie małą - jej oczko wciąż potrzebuje intensywnej obserwacji i aplikowania kilka razy dziennie kropel i specjalnej maści, która pomoże rogówce się zregenerować.

Trzymamy mocno kciuki za zdrowie Zainy i życzymy nowej Opiekunce dużo satysfakcji i... Szczęścia :)

Mała była pod wirtualną opieką Oberhexe - dziękuję Ci serdecznie! :))

sobota, 20 czerwca 2009

Pomóż! Zostań opiekunem wirtualnym!



Azyl jak zwykle o tej porze roku jest w kiepskiej kondycji finansowej. 93 koty, które przebywają pod naszą opieką to nie przelewki. Jednak największym problemem jest brak opiekunów wirtualnych, którzy zawsze byli dużym wsparciem dla naszej działalności.

Opieka wirtualna to 50 zł miesięcznie, przeznaczonych przez Opiekuna w danym miesiącu. W zamian za to opiekun dostaje zdjęcia i aktualne informacje o danym kociaku aż do dnia, w którym ten będzie miał już domek stały.

Jeżeli nie możesz wziąć kociaka do siebie, zawsze możesz mu pomóc właśnie w ten sposób...

Dwa z moich kociąt nie mają takich opiekunów. Zaina i Daina, te dwie najbardziej potrzebujące maluszki, muszą obyć się bez wirtualnej opieki. A może to się zmieni?....
Przede wszystkim opiekuna potrzebuje Zaina (na zdjęciu, w specjanym kołnierzu - widoczne małe spinacze pod lewym okiem). Po ostatniej kontroli okazało się, że trzeba ze szczególną troską dbać o jej lewe oczko. Z powodu zapadnięcia się gałki ocznej powieka podwinęła się, drażniąc oko, co pogłębiało stan zapalny, powodowało ból i dyskomfort. Na razie weterynarz założył specjalne zszywacze, które być może sprawią, że Zaina nie będzie musiała mieć operacji.
Zszywacze dały swój rezultat niemal natychmiast: mimo uciążliwego kołnierza kicia bawi się znacznie więcej, bryka i hasa... a na moich kolanach wreszcie ślicznie zamruczała. Nie jest też tak skora do fuczenia - to oznacza, że właśnie ta powieka sprawiała, że gorzej się czuła.

Takie leczenie jest kosztowne... może ktoś otoczy wirtualną opieką małą Zainę?...
Jeżeli chcesz zostać wirtualnym opiekunem wejdź na stronę azylu i przeczytaj instrukcje w zakładce (po lewej stronie) "Adopcje Netowe". Tam też znajdziesz numer konta azylu i dane potrzebne do przelewu. Możesz także wybrać dowolnego kota, który jest na stronie azylu (oczywiście tylko ten, który nie został jeszcze adoptowany, ani realnie, ani wirtualnie)

To tylko 50 zł miesięcznie... dla naszych kotów to ratunek. Ponad połowa wciąż czeka...

sobota, 16 maja 2009

Choroba poadopcyjna - czyli co należy wziąć pod uwagę adoptując kociaka


Pod wpływem ostatnich zdarzeń w Cichym Kącie, gdy tyle zwierzaków po znalezieniu wymarzonego domu nagle wracała, postanowiłam napisać o tym, co powinniśmy brać pod uwagę, gdy adoptujemy kota. Osoba, która przeprowadza proces adopcyjny wspomina o tym zawsze - jednak warto to powtarzać, gdyż często zdarza nam się zapomnieć, że nasza odpowiedzialność za zwierzaka może szybko zostać wystawiona na próbę.

Chodzi tu przede wszystkim o "wady ukryte" kota, którego bierzemy pod swoją opiekę. Zdarza się, że zapewnieni o zdrowiu pupilka, przywozimy do domu zwierzaka w doskonałej kondycji a następnego ranka widzimy obolałe, chore stworzenie. Należy pamiętać, że taka sytuacja jest przeważnie wynikiem stresu: zmiana otoczenia, osób, zapachu, głosów, towarzystwa to dla niektórych kotów ogromny stres, na który niektóre reagują kilkudniowym pobytem za łóżkiem, niektóre zaś obniżeniem odporności. Więc - co robić?

Po pierwsze - nie wpadać w panikę. To mogło się wydarzyć - nowy zwierzak w domu jest trochę jak dziecko. Na początku musimy liczyć się z tym, by poświęcać mu więcej czasu niż przywykliśmy - w przypadku naszych poprzednich pupilków.
Po drugie - nie obwiniać schroniska. Oczywiście zdarzają się przypadki oddawania zwierząt na siłę, bez uprzedzenia adoptującego o ewentualnych dolegliwościach kota ("Jasne, ten kot jest zdrowy jak ryba! Nigdy nic mu nie było!"). Jednak nie należy przerażać się - teraz większość niepaństwowych schronisk z domami tymczasowymi działa humanitarnie, a wolontariusze troszczą się o swoich podopiecznych - po prostu są do nich przywiązani i mają świadomość tego, że zwierzę czuje podobnie jak człowiek. Chcąc zabezpieczyć się przed podobną sytuacją wybierajmy schronisko o dobrej opinii, w której koty nie przebywają w zbyt dużych grupach i mają w miarę indywidualną opiekę. W przeciwnym wypadku wolontariusze mogą zwyczajnie coś przegapić. Po trzecie - obserwować podopiecznego i udać się do sprawdzonego weterynarza. Opisać zaistniałą sytuację. Obniżenie odporności może spowodować prozaiczny koci katar, ale także ujawnić poważniejsze choroby, o których mogli nie mieć pojęcia opiekunowie w schronisku. Lekarz weterynarii powinien w każdym razie "obmacać" kotka, zajrzeć do jego pyszczka, osłuchać, wysłuchać naszej relacji o zachowaniu i samopoczuciu zwierzęcia itd.
Po czwarte - jeśli rozważyłeś/aś oddanie zwierzęcia do schroniska, pomyśl, co Tobą kieruje: pamiętaj, że w dużej grupie kotów chory będzie czuł się gorzej, a jego rekonwalescencja będzie dłuższa (nawet jeśli to koci katar). Nie podejmuj decyzji pochopnie - daj sobie na nią kilka dni. Miej na uwadze dobro podopiecznego!

Jeżeli ze spokojem podejdziemy do ewentualnych dolegliwości naszych zwierzaków zapewnimy sobie i im lepsze samopoczucie, opiekę, ochronę w razie zagrożenia chorobą. Panika i złość są w takich wypadkach kiepskimi doradcami...

W szczególnych przypadkach, gdy zwierzę choruje na groźne choroby, takie jak panleukopenia, powinniśmy pamiętać - oprócz koniecznej w takich wypadkach opieki weterynaryjnej - o odizolowaniu zwierzęcia, unikaniu kontaktu z innymi kotami i psami przez pewien czas oraz powiadomieniu schroniska, z którego kot został wzięty. Taka informacja, dostarczona w porę (szybko!) może uratować życie pozostającym tak kotom. Oddawanie kota do schroniska w takim stanie mogłoby drastycznie zmniejszyć jego szanse na przeżycie i zagrozić innym zwierzętom.

sobota, 15 listopada 2008

Wróciła...

Andaluzja wróciła z adopcji... I to po jednym dniu :(... bardzo mi przykro. Niestety nowa opiekunka nie podołała stresowi, który wywołany był konfliktem nowo poznanych kotów.

Problem jest bardzo powszechny. Duża część wczesnych powrotów z adopcji spowodowana jest właśnie konfliktem z innymi zwierzętami w domu. Nie znam się zupełnie na relacjach psio-kocich, więc nie będę się tu wypowiadać na ich temat. Jednak pozwolę sobie powiedzieć parę słów o nawiązywaniu relacji kocio-kocich.
Koty są bardzo elastyczne, dlatego można "narażać" je na nowe sytuacje społeczne np. kociego kolegę. Na dobrą sprawę większość z nich dobrze znosi taką zmianę. Parę dni stresu i po kłopocie. Koty zaczynają bez problemu jeść, akceptują się, bawią się razem czy nawet zwyczajnie tolerują.
Zdarza się jednak, że jeden z kotów przeżywa większy stres - to zależy od kota i każdy ma własny sposób przeżywania takiej zmiany. Wskazane wtedy jest zachowanie spokoju i zapewnienie swojego kota o tym, że jest wspaniały, chciany i wyjątkowy. Należy pilnować, by jadł i pił, gdyż koty po krótkim czasie nie przyjmowania płynów albo jedzenia chorują ciężko na wątrobę, nerki, odwadniają się.
W razie cięższego przebiegu aklimatyzacji do nowej sytuacji można zwrócić się po pomoc do "kociego behawiorysty", który może np. zalecić krople Bacha (np. www.czarny-kot.pl :)), do weterynarza albo osoby doświadczonej w oswajaniu ze sobą kotów.

Pisałam o zachowaniu spokoju. Cóż, czasem właśnie to jest najlepsze lekarstwo na kocie problemy - nasz ludzki spokój. Miejmy świadomość, że każdej nowej relacji towarzyszy stres - przeżywamy go często także i my. Nie trzymajmy zwierzaków pod kloszem...Pozwólmy kotom bez naszej ingerencji ustalić hierarchię między sobą, zademonstrować swoją siłę, zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa na własną rękę, a wreszcie ustalić wzajemne relacje tak jak się to im podoba.
Wtedy nasze decyzje będą mniej obarczone błędem, bardziej odzwierciedlały będą decyzje naszych kotów :).

piątek, 14 listopada 2008

Szczęśliwy dzień dla Andaluzji :)

Andaluzja pojechała dziś do domku... ze źródeł tajnych/poufnych wiemy, że może nazywać się Aluzja (podoba mi się!)... będzie miała kocią koleżankę, co bardzo mnie cieszy, bo Andaluzja to towarzyski zwierz :)).

Smutno...trochę...przypominam sobie moment, w którym znalazłam tego małego szczekającego brudasa o wystających we wszystkie strony żeberkach. Obleziona przez pchły, robaki i oblepiona rzepami była najbrzydszym kociątkiem świata - po umyciu wyglądała tylko trochę mniej żałośnie, ale za to poczuła się lepiej. Szybko doszła do siebie...stając się prawdziwym Kocim Motylem...tylko jakie skrzydełka udźwignęłyby taki wielki tyłek ;)...

Kociątko małe - życzę Ci całego życia szczęśliwego u swojej Dużej! A nowej opiekunce - dużo obecności mruczącej i udeptującej, ganiającej, ale przede wszystkim bliskiej:)

Al Andaluz w pozycji zamyślonej - jeszcze u mnie :)

PS. Mimw! Nie martw się! :) Na pewno będzie jej dobrze :))

poniedziałek, 3 listopada 2008

Oregon czyli Mago ma domek! :)

Nasz śliczny Oregonik ma dom! :) Ma też nowe imię - Mago.

Pani, która go adoptowała jest odpowiedzialną, miłą osobą i na dodatek obiecała dawać na bieżąco znać co słychać u naszego grubaska!

Bardzo się cieszymy! :)


Tu będą pewnie jego aktualne zdjęcia i może nawet jakieś informacje... Cieszę się, że będę mogła popatrzeć jeszcze, jak dorasta :D


Tylko biedny TŻ został z trzema kotami. No i Tocia biedna, bez braciszka. Wczoraj postanowili się sobą nawzajem zajmować: Bartek pozwalał Toci się napastować, tj. wskakiwać w nieskończoność na kolana oraz mruczeć aż do znudzenia i ogłuchnięcia. A Mimbla zajmowała się Tocią, a raczej jej toaletą, przyjmując, że sama dobrze tego nie zrobi ;). Tocia z kolei wdrożyła plan bombardowania miłością (wdraża go codziennie z mniejszym lub większym natężeniem) i z jeszcze większą czułością wsadzała język do nosa mojego TŻta ;), a mruczała tak, jakby sobie chciała mózg wydmuchać nosem - swoim ;).

Na adopcję czeka jeszcze Mimbla...
Andaluzja, która jest dalej u Mimw, będzie za to miała odwiedziny w ten czwartek! :) Oby kogoś tak fajnego, jak Pani, która adoptowała Oregona-Mago :).

środa, 15 października 2008

My też szukamy domu...

Dzisiaj do Mimw, u której wcześniej mieszkała Nebraska, przeprowadza się Andaluzja - nasz kochany grubasek. Dalej poszukuje domku...mam nadzieję, że tak jak do Nebrasi, szczęście uśmiechnie się także do Andaluzji, która przecież już tak długo szuka domku...Potrzebuje przecież dużo ciepła i czułości, a przede wszystkim - swojego kochającego człowieka.

U nas zostaje jeszcze Oregon i Mimba. Oregonik jest ślicznym, zawiadiackim kocurkiem. Jest prawie zupełnie biały, ma śliczny pysio... wiele osób dzwoniło, by o niego pytać, jednak wciąż są te same problemy: albo zainteresowani nie chcą zaakceptować warunków umowy adopcyjnej, albo nie zgłaszają się na rozmowę... po prostu nikt się jeszcze nie zakochał w tym pięknym kocie.

A Oregon jak żaden inny kot - może poza Tocią - potrafi zaskarbić sobie serce każdego człowieka. Mojego Bartka zupełnie urzekł, choć nie jest kociarzem i trudno mu się zachwycić "byle" kotem...
Potrafi uroczo zasnąć na kolanach, przy akompaniamencie donośnego mruczenia, wystawiając do głaskania mięciutki biały brzuszek...
Bawi się jak zupełnie maleńki kotek, choć przecież ma już prawie pół roku, więc to "całkiem dorosły" koci mężczyzna...
Świetnie komunikuje się z człowiekiem i z innymi kotami...
Jest uroczy, rozbrajający...
Zdrowy, wykastrowany...
Długo przebywał z zastępczą mamą - Mimblą - więc świetnie zna reguły kociego życia, nie cierpi na chorobę sierocą.
Dlaczego jeszcze nikt nie pokochał kota, który jest wręcz idealny?... Moim skromnym zdaniem, po lekkim odchudzeniu, mógłby nawet pojechać na wystawę - ma tak piękną sylwetkę i wzorcowy pyszczek.

Popatrzcie sami:


Jestem strasznie groźnym kocurem...


...a to ja i moja ukochana siostra...czasem nawet wylizuję jej uszka...


Mimbla, dzielna zastępcza mama naszych kociaków, także oczekuje na swojego człowieka. Być może potencjalnych opiekunów odstrasza jej wiek - ostatecznie ma ok. 6-8 lat. Jednak zważywszy na to, że koty dożywają wieku 20 lat, jest to po prostu dojrzała kobita.
Wiele w życiu przeszła - mieszkając na podwórku, wśród nieżyczliwych ludzi i całego mnóstwa innych kotów i psów, bez dachu nad głową ani nawet własnego terytorium, całe lata rodziła kilka razy do roku. Należy założyć, że były to ciąże mnogie - tak jak ostatnia: urodziła ośmioraczki. Oczywiście na pewno nie zawsze kocięta przeżywały, więc Mimbla z pewnością odczuwała cierpienie. Dla tej ślicznotki poród był ogromnym stresem i pewnie dlatego rodziła ostatni miot w tak potwornych warunkach - niemal na chodniku pełnym ludzi, koło ulicy...A może ktoś uniemożliwił jej dostęp do piwnicy, w obawie, że tam urodzi i trzeba będzie "sprzątać" martwe kocięta itp., itd...
Niezależnie od tego, co się stało, jej los był nie do pozazdroszczenia. Teraz Mimbla wygląda już ładnie, jej futro zyskało piękną, głęboką czerń. Jest zjawiskowo piękna.
Mimo płochliwości daje się brać na ręce, chętnie wystawia grzbiecik do głaskania. Potrzebuje z pewnością indywidualnego traktowania, bo nigdy nie doświadczyła prawdziwej miłości ze strony człowieka, prawdziwego zaangażowania z jego strony. Nigdy nie zrobiła mi krzywdy, mimo, że byłam potencjalnym "zagrożeniem" dla jej kociąt. Bardzo szybko stwierdziła chyba, że nie ma wyjścia i musi mi zaufać...
To naprawdę wspaniały kot. Przyjemny, nienatrętny charakter. Potrzebuje kogoś, kto doceni ją i jej łagodność, dając w zamian to samo - i mnóstwo czułości.
Mimbla jest na diecie - ciągle jeszcze odczuwa skutki "tuczenia" Denverka, który nie chciał rosnąć... ma trochę za dużo ciałka, co nie jest wskazane w żadnym wieku.

Mimbla czeka...


niedziela, 12 października 2008

Całkiem duże święto...

Z radością pragnę oświadczyć, że Xena została MOIM kotem :). Zaraz później, 25.X.2008 nasza mała Tocinka stała się kotem mojego Towarzysza Życia - Bartka .
Bardzo się cieszymy, że obie dziewczyny będą z nami już zawsze, aż do końca swojego kociego życia :)

Kolejna bardzo dobra wiadomość - w ostatnich dniach dom znalazła Nebraska - ta sama, która trafiła do mojej łazienki pod opiekuńcze skrzydła Mimbli. Wcześniej przeprowadziła się tymczasowo do Mimw, której bardzo, bardzo dziękuję za fachową i czujną opiekę nad małą :). Tym samym składam też podziękowania Myszce, która jak zwykle profesjonalnie zajęła się przeprowadzeniem adopcji.

A teraz, jako że to całkiem duże święto - za koteczki i za następne adopcje - Hip-hip hurrra! :D

Tak wyglądała Nebraska po sterylizacji - w kubraczku z powodu ranki, która nie bardzo chciała się ładnie goić - razem ze swoją koleżanką Selectą w domku u Mimw


Nebraska jeszcze u Mimw, zaraz po ściągnięciu kubraczka:



Zdjęcia zostały udostępnione przez Mimw :)