Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 grudnia 2009

Dobre wychowanie ;)


Bliźniaczki Daina i Melcia (u mnie tymczasowo nazywała się Zaina) są prawdziwymi szczęściarami. Nie dość, że trafiły do wspaniałego, zaangażowanego i kochającego domu, to jeszcze są razem :)

W łobuzowaniu nie przeszkadza im bielmo na 50% oczu (każda ma jedno oko uszkodzone przez koci katar). Czują się świetnie i są już strasznie zepsute. Ich Opiekunka pisze, że "turnusik reedukacyjny" dobrze by zrobił rozwydrzonym siostrom ;)).

Nie będziemy jednak nikogo reedukować ;) Ważne, że obie panienki są szczęśliwe i zdrowe. Dobre wychowanie jest dla mięczaków ;)))

Na zdjęciu: Daina i Mela, ale nie wiem, która jest która :P

środa, 11 listopada 2009

Zaczniemy od wiadomości pozytywnych:

Sahara i Daina są zamówione :) Trudno mi sobie było wyobrazić tak dobry dom, jak ten dla Dainy. Z domkiem Sahary się jeszcze nie znamy, jednak wszystko wskazuje na to, że się dogadamy... Pozostaje tylko Osobie, która postanowiła się młodą zaopiekować, głębiej wejść w tajniki kociego zdrowia i bezpieczeństwa. Z duszą na pewno szybko sobie poradzi!:)

Wiadomość zła jest tylko jedna. Jestem chora i nie mam na nic siły, wliczając w to robienie zdjęć. Wygrzebałam jednak coś bardzo ładnego i zabawnego. Zabawnego, bo po pierwsze samo zdjęcie jest samo w sobie zabawne. Po drugie jest już dość stare, a powód, dla którego jeszcze nie znalazło się na blogu jest taki, że nie potrafię obsługiwać mojej komórki, a tym bardziej ściągać z niej zdjęć na komputra. Z odsieczą przyszedł Bartek, który wziął kabelek, wpiął do komórki, do komputera, odczekał chwilę i otworzył odpowiedni folder... to naprawdę nie było takie trudne ;)


A oto Jej Wysokość Kropka (ros. Tочка), 1,5 metra nad ziemią, w nimbie tajemniczości, spogląda łaskawie a przenikliwie na swych poddanych


środa, 23 września 2009

Daina wypatruje domku

Daina przypomina, że ona też szuka domu.
Przez ostatnich kilka tygodni wydaje się, że nikt się nią nie interesuje, nie ma żadnych telefonów. Nikt nawet nie wyraził chęci bycia Opiekunem Dainy.

To jest wyjątkowy kociak, a sądzę, że będzie naprawdę wspaniałym dorosłym kotem. Teraz zachowuje się troszkę jak dzieciak z domu dziecka - widocznie tak we znaki dała się jej przebyta choroba i związane z nią cierpienie. Mała po prostu bardzo potrzebuje uwagi, ciepła, dotyku. Nie mówiąc już od duuużej ilości jedzenia ;)




Mimo uszkodzonego oczka jest piękna... będzie nam na pewno ciężko się z nią rozstać.

poniedziałek, 21 września 2009

Przybyłam, sterroryzowałam, przytuliłam

Byliśmy świadkami niezwykłego zdarzenia. Xena jak zwykle ucinała sobie poobiednią drzemkę, gdy Daina znienacka wskoczyła na jej "łóżeczko" i bez skrupułów położyła się niemal na nodze naszej seniorki. Byłam już przygotowana na ratowanie Dainy i opatrywanie jej ran, ale tymczasem... Xena jak gdyby nigdy nic zmieniła tylko pozycję na nieco wygodniejszą i położyła łepek na grzbiecie Dainy...
Wstrząs był taki, że Bartek nic tylko biegał i robił zdjęcia. A Daina pozowała:









sobota, 22 sierpnia 2009

Kto pokocha Saharę? A Dainę??

Bo tak właściwie to zapomnieliśmy napisać, że Zenitek pojechał do domku! :) Domek jest bardzo fajny, a Zenit na zdjęciu, jakie dostałam w dniu adopcji, całkiem zadowolony!

A po dziewczynki moje nikt nie dzwoni... wydaje mi się to dziwne, to takie piękne, kochane, przytulaśne i mruczące stwory. Obie mają cudowne charaktery. Najchętniej dałabym je komuś w dwupaku :)

Szukamy dla nich najlepszego domku pod słońcem:



Daina (u góry) i Sahara podczas zabawy:)

wtorek, 11 sierpnia 2009

Panleukopenia

Przez półtora tygodnia było naprawdę gorąco... czy może raczej powiało chłodem, autentycznym chłodem śmierci stojącej tuż za plecami. To nie są patetyczne brednie, ale realne zagrożenie - Daina i Sahara zachorowały na panleukopenię.

Nie wiem właściwie jakim cudem udało mi się tak szybko zareagować. W poniedziałek, 27 lipca Daina wydała mi się osowiała. Nie wybiegła mi na spotkanie gdy wróciłam do domu, stwierdziłam więc, że jest coś nie tak. Miała wysoką gorączkę - prawie 41 stopni! Pojechałam więc do weterynarza, gdzie, jak się okazało, temperatura spadła dość drastycznie (o stopień). Razem z weterynarzem stwierdziliśmy, że objawy są bardzo podobne do tych, jakie niedawno przechodziła maleńka Senea - tymczaska Mimw (Daina miała wysoką gorączkę, była odwodniona, nie miała apetytu i nie mogła nic wypić, podobnie jak Senea). W jej przypadku jednak było to prawdopodobnie spowodowane kokcydiozą, nie tak niebezpieczną jak panleukopenia.

W tym samym dniu, w przypływie impulsu, dzwoniłam do kliniki, gdzie zwykle mają testy na parwowirozę psów - to bardzo podobne wirusy, dzięki czemu można w większości wypadków wykryć także kocią panleukopenię.

Bardzo nie lubię ferować wyroków, tym razem jednak się nie powstrzymam, bo sytuacja przeszła moje wyobrażenia o... chciwości. Wiem, że w tej klinice wizyty u weterynarzy są bardzo drogie, chciałam więc kupić tylko test, mając na uwadze finanse azylu (podejrzewam, że pracownicy kliniki równie dobrze zdają sobie sprawę z tego, ile pieniędzy ma schronisko). Niestety, odmówiono mi - z testu skorzystać można tylko podczas regularnej wizyty. W tym dniu nie zrobiłam więc go, licząc chyba na to, że przejdą mi przeczucia. Gdyby nie to, że COŚ zaprowadziło mnie we wtorek niemal za rękę do kliniki, być może w ogóle bym go nie zrobiła, być może po prostu kot umarłby mi na rękach z "niewyjaśnionych przyczyn" i w dodatku w męczarniach.

Weterynaria to jest zawód z powołania. Więc pouczam tych, którzy zapomnieli: zarabia się pieniądze nie tam, gdzie w grę wchodzi alternatywa: życie lub śmierć.

Od tego momentu wszystko potoczyło się błyskawicznie dzięki szybkiej reakcji Bartka, Mimw, Luelki, Myszki i Sławka.xww, Grrr..., Aaasii, Justyny, Emilki, Marysi i Beaty. Wszyscy spisali się w ramach swoich możliwości najlepiej na świecie. Dzięki temu 7 kociąt i Largo, dorosły kot, jednak nieszczepiony do tej pory, otrzymały surowicę z krwi ozdrowieńca w ciągu trzech godzin od wyniku testu, czyli bardzo szybko.
Szczególne podziękowania należą się Rolandowi. Roland to wielki, piękny kot Myszki.xww, który przechodził panleukopenię i dzięki niemu dostaliśmy krew dla maluchów. Ponadto ma on tak dobry charakter, że wręcz podawał kolejne łapki do pobierania krwi. Chyba rozumiał, jakie to ważne...

Kolejne trzy dni zmusiły mnie do ciągłego czuwania nad Dainą, która przechodziła na przemian kryzysy i poprawy. Najgorszy kryzys był w czwartkową noc - w którymś momencie intuicyjnie wiedziałam, że nikt nie może stwierdzić, czy przeżyje. Biedne, maleńkie ciałko, wychudzone do granic możliwości, było pokłute miejsce przy miejscu przez kolejne zastrzyki z antybiotyków, leków podnoszących odporność, przeciwwymiotnych, kroplówek, które podawałam co kilka godzin. Daina wytrzymała jednak i następna poprawa przyniosła... apetyt! Byłam zachwycona... Później było już tylko lepiej.
W następny poniedziałek zachorowała Sahara, jednak przechodziła chorobę bardzo lekko. Bałam się pogorszenia, na szczęście udało się utrzymać to świństwo w ryzach. Zenit w ogóle nie zachorował. Był raz szczepiony i dostał surowicę :)

W tej chwili cała trójka czuje się dobrze i jest gotowa do adopcji - jednak trzeba pamiętać, że kociaki mogą zamieszkać tylko z dwukrotnie zaszczepionymi kotami lub ozdrowieńcami po panleukopenii. Zenit będzie miał jutro "rozmowę"... więc bardzo proszę o kciuki :)

Tutaj dziękuję jeszcze Ryśce, która podarowała Dainie interferon (duuużo interferonu :D) - prawdnopodobnie złagodził przebieg choroby i dał niezłego kopa jej odporności :) dziękuję :)

A teraz jeszcze "ku przestrodze": panleukopenia NIE MA objawów swoistych, tylko typowe. To, że kociak nie wymiotuje i nie ma biegunki nie znaczy, że cierpi na inną chorobę. Tak właśnie było w przypadku Dainy i Sahary. Pierwszymi objawami była apatia i brak apetytu z wysoką gorączką. Wymioty pojawiły się w drugim dniu choroby i nie były szczególnie intensywne. Biegunki w ogóle nie było, a Dainę podejrzewałam wręcz o zatwardzenie. Także radzę nie dać się zwieść wyobrażeniom - swoim i weterynarzy - o tej chorobie i szybko zrobić test w razie nietypowych objawów u swojego nieszczepionego kocięcia.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Nowy lokator - i wciąż brak adopcji :(((

Razem z Dainą i Saharą zamieszkał ich prawie-że-rówieśnik Zenit. Poprzednio mieszkał u Mimw. Pomoć był strasznym zbójem i tylko dlatego wylądował na wygnaniu, czyli u mnie ;).

Oczywiście żartowałam ;) wciąż borykamy się z problemem przepełnienia domów tymczasowych, mimo że dołączyło do nas w tym roku mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy pomagają ratować CKoty...

Zenit zupełnie zmienił się po przeprowadzce. Do końca nie wiem, czy chodzi o wychowawczą łapę Xeny, czy też opiekuńczość Toci. A może jedno i drugie? Dość, że z niedotykalskiego zawadiaki, zrobił się mruczkiem i gadułą. Świetnie dogadał się z resztą domowników, a mojego Bartka chyba zupełnie oczarował. Bo to przesympatyczny Toperz jest :)


Niestety, nikt nie dzwoni... :( Tak wspaniałe dziewczyny, Daina i Sahara, wciąż nie mogą doczekać się domu :((

PS. Zenit nie ma wirtualnego opiekuna!!!

piątek, 26 czerwca 2009

Dobre i złe wieści

Dobre są następujące: niedawno wszystkie trzy dziewczynki zyskały sobie Wirtualnych Opiekunów :) Bardzo się cieszę i dziękuję Wam serdecznie! To ogromna pomoc dla Cichego Kąta i dla Maluszków.
Dobrą wiadomość przyniosła także dzisiejsza kontrolna wizyta u weterynarza: małe nie muszą już brać antybiotyku. Infekcja bakteryjna została już zwalczona: gorzej z wirusową, która dalej może dawać się we znaki. Będziemy więc podnosić odporność, dbać o higienę oczek i dawać osłonowo tobramycynę i naclof.
Trzecia, i najważniejsza, dobra wiadomość: Zaina jest zarezerwowana :)))) Jestem bardzo szczęśliwa, bo wszystko wskazuje na to, że znalazła świetny domek. Pojedzie do niego, kiedy nowi Opiekunowie zdecydują, na jakim etapie leczenia przejmują pałeczkę. Jej imię najwyraźniej rzeczywiście przyniosło szczęście!

Czwarta dobra wiadomość: Sahara jest prawie zdrowa! :) Niewielka opuchlizna na spojówkach zapewne już niedługo się utrzyma. Mała jest radosna, pełna życia i... gotowa do adopcji...

Teraz złe wiadomości: Daina i Zaina będą potrzebowały operacji. U każdej na jednym oczku pojawił się wrzód, który spowodował zrośnięcie się spojówek. Niestety, oczka same sobie nie poradzą. Owrzodzenie należy na razie wyciszyć, potrzebne są miejscowe leki przeciwzapalne (naclof). Będziemy monitorować stan oczek i po jakimś czasie, gdy już stan maluchów będzie na to pozwalał, zrobimy operację.

Cóż, i tak kończy się lepiej niż myślałam. Oczka pod spojówkami są prawdopodobnie zdrowe. Po operacji pozostanie niewielkie owrzodzenie, które jednak w niewielkim stopniu będzie zaburzało widzenie. Bądźmy więc dobrej myśli :)

sobota, 20 czerwca 2009

Pomóż! Zostań opiekunem wirtualnym!



Azyl jak zwykle o tej porze roku jest w kiepskiej kondycji finansowej. 93 koty, które przebywają pod naszą opieką to nie przelewki. Jednak największym problemem jest brak opiekunów wirtualnych, którzy zawsze byli dużym wsparciem dla naszej działalności.

Opieka wirtualna to 50 zł miesięcznie, przeznaczonych przez Opiekuna w danym miesiącu. W zamian za to opiekun dostaje zdjęcia i aktualne informacje o danym kociaku aż do dnia, w którym ten będzie miał już domek stały.

Jeżeli nie możesz wziąć kociaka do siebie, zawsze możesz mu pomóc właśnie w ten sposób...

Dwa z moich kociąt nie mają takich opiekunów. Zaina i Daina, te dwie najbardziej potrzebujące maluszki, muszą obyć się bez wirtualnej opieki. A może to się zmieni?....
Przede wszystkim opiekuna potrzebuje Zaina (na zdjęciu, w specjanym kołnierzu - widoczne małe spinacze pod lewym okiem). Po ostatniej kontroli okazało się, że trzeba ze szczególną troską dbać o jej lewe oczko. Z powodu zapadnięcia się gałki ocznej powieka podwinęła się, drażniąc oko, co pogłębiało stan zapalny, powodowało ból i dyskomfort. Na razie weterynarz założył specjalne zszywacze, które być może sprawią, że Zaina nie będzie musiała mieć operacji.
Zszywacze dały swój rezultat niemal natychmiast: mimo uciążliwego kołnierza kicia bawi się znacznie więcej, bryka i hasa... a na moich kolanach wreszcie ślicznie zamruczała. Nie jest też tak skora do fuczenia - to oznacza, że właśnie ta powieka sprawiała, że gorzej się czuła.

Takie leczenie jest kosztowne... może ktoś otoczy wirtualną opieką małą Zainę?...
Jeżeli chcesz zostać wirtualnym opiekunem wejdź na stronę azylu i przeczytaj instrukcje w zakładce (po lewej stronie) "Adopcje Netowe". Tam też znajdziesz numer konta azylu i dane potrzebne do przelewu. Możesz także wybrać dowolnego kota, który jest na stronie azylu (oczywiście tylko ten, który nie został jeszcze adoptowany, ani realnie, ani wirtualnie)

To tylko 50 zł miesięcznie... dla naszych kotów to ratunek. Ponad połowa wciąż czeka...