niedziela, 22 marca 2009

Kastracja aborcyjna

Przeglądając wyniki mojego bloga w Googleanalytics zauważyłam, że ktoś znalazł go po haśle "kastracja aborcyjna kotki w 5 tygodniu ciąży". To ważny temat i - jak każdy tego typu - kontrowersyjny i szeroko dyskutowany na kocich forach.

Odpowiadając na pytania ciekawych, a być może jeszcze nieświadomych:

- wykonanie zabiegu jest możliwe u właściwie wszystkich weterynarzy i kosztuje tyle samo, lub prawie tyle samo, ile "zwykła" sterylizacja.
- porządni weterynarze - niestety nie można powiedzieć na pewno, że wszyscy - dosypiają kocięta (zwykle morbitalem), mimo że te są w trakcie cesarskiego cięcia i tak znieczulone przez narkozę podaną kotce (zwykle podaje się jej trochę więcej).
- ryzyko związane ze sterylizacją aborcyjną jest większe niż w przypadku "zwykłej" sterylki, ale należy pamiętać, że sam poród to niebezpieczny proces - zarówno dla kotki jak i kociąt.

Istnieje wiele poglądów na temat sterylizacji aborcyjnej. Wiele osób z przyczyn etycznych, religijnych, a także emocjonalnych, nie zgadza się na sterylizację aborcyjną kotek w ciąży, także tych wolnożyjących, i dopuszcza do porodu.

Ja, a także wiele innych osób zajmujących się w jakiś sposób problemem bezdomności, uważam, że korzyści płynące ze sterylizacji aborcyjnej przeważają nad zagrożeniami i wątpliwościami natury etycznej.

- Organizm kotki nie jest obciążony trudami karmienia, burzą hormonalną, porodem.
- Nie przychodzą na świat kolejne kocięta
- Kocięta usypiane są w sposób humanitarny, tak, by nie odczuwały bólu ani strachu

Kotki w ciąży nie można porównywać do ludzkiej matki spodziewającej się dziecka. Różnica polega właśnie na tym, że kotka nie spodziewa się. Nie myśli abstrakcyjnie, więc nie planuje, nie cieszy się z powodu nadchodzącego macierzyństwa. Znacznie więc lepiej wysterylizować ją w czasie ciąży niż usypiać ślepy miot. Po pierwsze kocięta mają wtedy już znacznie lepiej rozwinięty układ nerwowy, po drugie kotka ma już rozbudzony instynkt macierzyński - śmierć jej kociąt przyniesie więc jej cierpienie.

Po podjęciu decyzji o kastracji aborcyjnej kotki warto znaleźć dobrego weterynarza, który podejmie się zabiegu, zapewni o tym, że dośpi kocięta, wyjaśni, jak opiekować się kotem po operacji.

Sterylizacja aborcyjna mojej 14-letniej obecnie Xeny przebiegła bez komplikacji. Kicia szybko doszła do siebie. Porodu mogłaby nie przeżyć...

Aby uniknąć wszystkich kontrowersji, wątpliwości i niepotrzebnego ryzyka, najlepiej wysterylizować swojego kota jak najszybciej, gdy tylko będzie to możliwe - około 6-7 miesiąca życia (niektórzy weterynarze proponują jednak późniejszą kastrację, dlatego proszę się nie zdziwić...). Co do tego zgodni są wszyscy miłośnicy kotów: to najskuteczniejsza metoda ograniczania problemu bezdomności.

sobota, 21 marca 2009

1 % dla Cichego Kąta


Wielkimi krokami zbliża się, spędzający sen z powiek, bohater horrorów 1, 2, 3...5 kategorii, pogromca kolejnych par butów i piw z kolegami, doręczyciel żałoby finansowej...

Atak Dzikich Pitów

nie poddawajmy się jednak! Nie pogrążajmy się w rozpaczy!

Osłódźmy sobie ten straszny czas: jak w każdym roku mamy możliwość oddania 1% naszego podatku na jedną z wielu OPP (Organizację Pożytku Publicznego).

Tak jak w zeszłym roku można przeznaczyć swój 1% na Cichy Kąt. Szczegółowa instrukcja "obsługi" Dzikiego PITa, wraz z wszystkimi pożytecznymi informacjami zamieszczona jest na naszej stronie.

Ta pomoc jest dla nas ogromnie ważna - 1% to niewiele, jednak nasze psy i koty mogą dzięki temu być spokojne o swój byt. 1% pozwala na utrzymanie wysokiego standardu opieki w Azylu, co jest niezbędne dla naszych, często poturbowanych przez los, podopiecznych.



Na razie Azyl nie uzyskał statusu Organizacji Pożytku Publicznego - 1% może otrzymywać dzięki uprzejmej pomocy Fundacji Viva!


środa, 25 lutego 2009

Andaluzja nie żyje :(

Dopiero teraz znalazłam w sobie dość siły by o tym napisać. Ta wiadomość wstrząsnęła mną, tak nagła, nieoczekiwana, niesprawiedliwa.

Jej Opiekunowie nie poddawali się, jednak wszystko stało się bardzo szybko. Sekcja zwłok wykazała toksemię i pęknięcie woreczka żółciowego. Nikt nie wie, co mogło być tego przyczyną. Weterynarze rozkładają bezradnie ręce. Czasami jesteśmy bezsilni, to boli...

Pamiętam ją, gdy była przerażonym brzydkim kaczątkiem, brudnym i chorym. Pamiętam, jak myłam ją w wiadrze, tak bardzo była brudna i zapchlona. Pamiętam, jak powoli, stopniowo stawała się pięknym łabędziem. Jak odzyskiwała siły i nabierała zaufania do ludzi. Jak przyjaźniła się z Mimblą. Jak porywała ścierki, które radośnie roznosiła po całym domu. Śliczna, puchata, zdrowa. Mam nadzieję, wierzę, że była szczęśliwa u mnie i u Mimw, która poświęciła jej mnóstwo czasu, sił, uczuć.

Andaluzja umarła w swoim domu, kochana, chciana, czyjaś. Nasze wysiłki nie poszły na marne. Jeśli tylko była szczęśliwa i swobodna, czego możemy być pewni, nasze działania były i są wartościowe.

Dziękuję Opiekunom, którzy znaleźli w sobie siłę i odwagę, by nas o tym poinformować - w końcu ostatnio pożegnali także swą wieloletnią towarzyszkę - starszą kotkę. I Mimw, która tak dzielnie opiekowała się Andzią, sprawiła, że kicia poczuła się dobrze w relacjach z ludźmi.


Będzie mi Ciebie brakowało, kociątko...

piątek, 12 grudnia 2008

Łapka

I znowu występ gościnny...

Tym razem głos oddaję Łapce, maleńkiej i chudziutkiej kici...

Koteczka mieszka w Krakowie. Została znaleziona przez Natalię, która jest teraz Dużą Laimy i Gizma (u mnie - Guzika).
Mała Łapka leżała w dole, odcięta od pożywienia i wody. Musiała dużo czasu tam spędzić, była bardzo wychudzona. Wygląda na to, że i wcześniej często cierpiała głód: jest wielkości 3-4 miesięcznego kociaka, ale ma już stałe ząbki.
Łapka ma niestety problemy zdrowotne. Gdy została znaleziona okazało się, że jej całe ciałko jest pokryte strupami i ma dużą ranę na nóżce. Strupki okazały się grzybicą. Rana została zaszyta, jednak problem powraca - ostatnio błyskawicznie pojawiła się nowa ranka. Trudno powiedzieć, na jaką chorobę cierpi biedna kicia, jednak Natalia dokłada wszelkich starań by zmniejszyć jej cierpienia i znaleźć przyczynę dolegliwości. Przypuszcza się, że chodzi o zakażenie bakteryjne, które powoduje zapalenie skóry...
Na domiar złego, mała po przeprowadzce do domu złapała koci katar. Na szczęście po antybiotyku już jest dobrze.

A oto ona:


Na tym zdjęciu widać opatrunek na tylnej łapce. Nóżka jest częściowo unieruchomiona, więc mała musi radzić sobie na razie z trzema łapkami. W bieganiu i innych zabawach jej to jednak nie przeszkadza :)


Łapka mimo choroby i ciężkiej przeszłości jest radosnym, miłym, bardzo proludzkim kotem. Dzięki Natalii nabiera siły i ciałka...

Łapka bardzo potrzebuje domu. Jeśli postanowisz się zaopiekować tym biedactwem napisz na adres Natalii
madlen_20@prokonto.pl

Postanowiłam zamieścić informację o Łapce także w tytule bloga, gdyż jest to na razie jedyny sposób, w jaki mogę pomóc kotce i Natalii. Azyl chwilowo nie może przyjąć kolejnego kota...

piątek, 5 grudnia 2008

Kostek...Kosteczek...

Kiedy go zobaczyłam łza w oku mi się zakręciła... Kostek to psiak, który dostał imię bardzo adekwatne do swojego stanu - to kosteczki obciągnięte skórką. Jest tragicznie wychudzony. W tej chwili to jego najpoważniejszy problem zdrowotny: jest karmiony pięć razy dziennie, małymi porcjami.



Niestety, za tą psią tragedią prawdopodobnie stoi jakiś niegodziwy człowiek. Kostek został prawdopodobnie więziony w ciasnym pomieszczeniu lub uwiązany na łańcuchu, bez pożywienia i wody...Ma odleżyny i inne problemy skórne.



Postanowiłam napisać o nim na moim typowo kocim blogu, bo jego życie i zdrowie zależy teraz od rehabilitacji, od kogoś mądrego i kochającego, który odbuduje jego siły. Jego rekonwalescencja potrwa zapewne bardzo długo.

Kostek potrzebuje bardzo puszek Royal Canin Convalescence Support. To karma przeznaczona właśnie dla psów w czasie rekonwalescencji. Azyl bardzo prosi o wsparcie chociaż taką puszeczką...

Oto psia strona Cichego Kąta: http://www.schroniskodlazwierzat.com.pl/ Na niej cała historia Kostka i dodatkowe informacje o tym, jak można pomóc temu biedakowi...

niedziela, 30 listopada 2008

Problemy z wychowaniem Dużego

Wiadomo, że Duży to czasem jest do niczego, bo na przykład zajmuje się sobą a nie mną. Czyta coś, zupełnie bez sensu, albo co gorsza je i w dodatku się nie dzieli (nawet ogórka nie chce dać...). Bywa, że pracuje, czego nie rozumiem, ale wygląda na zmęczonego, więc go pocieszam i staram się wpychać mu częściej nosek do ucha, oka, albo co tam się trafi. Nie wiem, dlaczego mnie zrzuca z kolan, ale jestem konsekwentna i staram się go nauczyć, że nie może mnie zrzucać, kiedy chcę być na jego kolanach. Wydaje się kompletnie uparty.
Zdarzają się jednak chwile, kiedy należy użyć środków bardziej drastycznych.
Pokażę jak to się robi, żeby zwrócić uwagę zupełnie niezainteresowanego Dużego.

1. Wchodzimy na kolana. Najlepiej w sposób Zaskakujący i Nieoczekiwany.
2. Robimy duże oczy. O tak:


3. A potem próbujemy zrobić jeszcze większe:


Jeśli nie zostaniemy należycie ukochani to przynajmniej ktoś nam zdjęcie zrobi...

piątek, 28 listopada 2008

Kilka słów o codzienności i odchudzaniu kota...

Kawałek Tocia zza kawałka Xeny ;)

O codzienności...

Xena jak się okazało jest bardzo elastycznym kotem. Kiedy nie stresujemy jej np. leczeniem uszu robi się gotowa do współpracy ze wszystkimi, łącznie z Mimblą, o Toci nie wspominając. Gorzej, że w końcu trzeba kiedyś kotu zrobić przegląd - ma już jednak 14 lat, zawsze się może coś w tym ciele "porobić". Wygląda na zdrową, jednak wolę dmuchać na zimne.
Zapędy dyktatorskie Tocince można wybaczyć, gdy się weźmie pod uwagę to, że cały czas próbuje usilnie rozruszać dwie starsze panie. Xenę skutecznie, Mimblę niekoniecznie.
Problem polega na tym, że Xena jest szczupła. Podniesienie tyłka z podłogi nie sprawia jej więc specjalnego problemu...

Coś zobaczyłam. Upoluję.



Kilka słów o nadwadze i otyłości u kota...

Mam wrażenie, że bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczna jest nadwaga. Niewielu też wie od jakiej wagi zaczyna się niebezpieczeństwo. Zainteresowanych wysyłam do lekarza weterynarii, który podczas rutynowej kontroli zdrowia kota, powinien też określić jego wagę i zbatać czy jest ona prawidłowa. Tak czy inaczej nie należy bagatelizować problemu, jeżeli chcemy odpowiedzialnie podejść do opieki nad naszym kotem i zapewnić mu dwadzieścia lat spokojnego i komfortowego życia w naszym towarzystwie.
Często zdarza się tak, że osoby, będące opiekunami kotów (domowych czy dzikich) zachowują się, jakby były na wojnie... trzeba utuczyć kota, by wyglądał "dostatnio", jakby na wypadek głodu, żeby był okrąglutki i ładny. Taki... archetypicznie gruby.
Jednak trzeba zdać sobie sprawę z tego, że duża masa wcale nie czyni naszego kota szczęśliwym, tak samo jak zbyt duże ilości pożywienia i zbytnia jego dostępność. Wystarczy porównać koty szczuplejsze, zwykle bardziej witalne i radosne, do ociężałych, przygnębionych grubasów.
Pierwsza pomoc w wypadku, gdy stwierdzisz, że Twój kot jest gruby powinna przebiegać następująco:
- kot powinien otrzymywać pożywienie w porcjach, nie zaś mieć do niego dostęp przez cały czas. Usuń miseczkę z jedzeniem, ustal pory np. 3 posiłków w ciągu dnia.
- sprawdź, jakie są wskazania jeśli chodzi o dawkowanie karmy Twojego kota. Niektóre firmy podają zawyżone dawkowanie, co prowadzi do otyłości. Są to na ogół ci sami producenci, których pożywienie ma 4 % mięsa. Radzę sprawdzić na opakowaniu jego zawartość. Kot jest mięsożercą i potrzebuje mięsa a nie soi i papki buraczanej z popiołem.
- dawkę dzienną pożywienia podziel i podawaj w trzech porcjach. Kot będzie jadł z wielkim entuzjazmem, jeśli do tej pory miał cały czas dostęp do jedzenia.
- zapewnij swojemu mruczkowi ruch tzn. zabawę. Bardzo dobrze jest, gdy kot ma swojego kociego towarzysza.
- idź do weterynarza, skonsultuj z nim problem, ustalcie plan odchudzania, wybierzcie odpowiednia karmę.

Także zwykle widzę (przez kamerkę internetową obsługiwaną przez Bartka ;) ) ganiające się i dziko podskakujące Tocię i Xenę. Mimbla w tym czasie siedzi. Siedzi. Patrzy. Głową rusza tylko w stanie najwyższej konieczności. Wyższa konieczność następuje, gdy przychodzi Tocia i wyrazi pragnienie ssania Mimbli, co oznacza "w ryja" i "fuu". Nie lubimy tego, nie, nie.
Niepokoi mnie jej nieruchawość. Z kotami pod tym względem jest jak z ludźmi: nadwaga i brak ruchu są szkodliwe. Na dodatek dolegliwości te powodują błędne koło: kot z nadwagą nie będzie się ruszał, nieruszający się będzie gruby. I tak w kółko. Trzeba zmniejszyć ilość jedzonka i izolować od misek innych kotów.
Mimbel jest pod tym względem upierdliwy. Zjada swoją porcję (precyzyjnie wyznaczoną wg wskazań producenta - jedzą Bento Cronen premium) w tempie ekspresowym, po czym zabiera się za jedzenie Toci, która zamiast jeść myśli. Głównie nad tym, co by tu zbroić albo jak by tu wskoczyć panu na kolana. Bo pan jest taki fajny i nie może czekać.
W końcu Tocia zapomina o jedzeniu , a Mimbla metodycznie opróżnia miskę.
Rezultat: Mimblę można dalej toczyć, mimo już niemal dwumiesięcznego ograniczenia w jedzeniu.

Bartek zbyt wielkiem motywacji do bardziej radykalnych metod odchudzania Mimbli nie ma, bo czas podawania posiłków w dwóch pomieszczeniach wydłuża się mniej więcej dwukrotnie. Należałoby później także znosić amory Mimbli, która zapewne zapałałaby nagłą miłością do Podajnika Karmy (nie brzmi to nieco mistycznie? :P) i byłaby trzykrotnie bardziej absorbująca niż teraz.
Nie dziwię mu się wcale... Chyba jednak poświęcę się i ją odchudzę, kiedy wrócę ;)

Mru.