Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andaluzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andaluzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lutego 2009

Andaluzja nie żyje :(

Dopiero teraz znalazłam w sobie dość siły by o tym napisać. Ta wiadomość wstrząsnęła mną, tak nagła, nieoczekiwana, niesprawiedliwa.

Jej Opiekunowie nie poddawali się, jednak wszystko stało się bardzo szybko. Sekcja zwłok wykazała toksemię i pęknięcie woreczka żółciowego. Nikt nie wie, co mogło być tego przyczyną. Weterynarze rozkładają bezradnie ręce. Czasami jesteśmy bezsilni, to boli...

Pamiętam ją, gdy była przerażonym brzydkim kaczątkiem, brudnym i chorym. Pamiętam, jak myłam ją w wiadrze, tak bardzo była brudna i zapchlona. Pamiętam, jak powoli, stopniowo stawała się pięknym łabędziem. Jak odzyskiwała siły i nabierała zaufania do ludzi. Jak przyjaźniła się z Mimblą. Jak porywała ścierki, które radośnie roznosiła po całym domu. Śliczna, puchata, zdrowa. Mam nadzieję, wierzę, że była szczęśliwa u mnie i u Mimw, która poświęciła jej mnóstwo czasu, sił, uczuć.

Andaluzja umarła w swoim domu, kochana, chciana, czyjaś. Nasze wysiłki nie poszły na marne. Jeśli tylko była szczęśliwa i swobodna, czego możemy być pewni, nasze działania były i są wartościowe.

Dziękuję Opiekunom, którzy znaleźli w sobie siłę i odwagę, by nas o tym poinformować - w końcu ostatnio pożegnali także swą wieloletnią towarzyszkę - starszą kotkę. I Mimw, która tak dzielnie opiekowała się Andzią, sprawiła, że kicia poczuła się dobrze w relacjach z ludźmi.


Będzie mi Ciebie brakowało, kociątko...

sobota, 15 listopada 2008

Wróciła...

Andaluzja wróciła z adopcji... I to po jednym dniu :(... bardzo mi przykro. Niestety nowa opiekunka nie podołała stresowi, który wywołany był konfliktem nowo poznanych kotów.

Problem jest bardzo powszechny. Duża część wczesnych powrotów z adopcji spowodowana jest właśnie konfliktem z innymi zwierzętami w domu. Nie znam się zupełnie na relacjach psio-kocich, więc nie będę się tu wypowiadać na ich temat. Jednak pozwolę sobie powiedzieć parę słów o nawiązywaniu relacji kocio-kocich.
Koty są bardzo elastyczne, dlatego można "narażać" je na nowe sytuacje społeczne np. kociego kolegę. Na dobrą sprawę większość z nich dobrze znosi taką zmianę. Parę dni stresu i po kłopocie. Koty zaczynają bez problemu jeść, akceptują się, bawią się razem czy nawet zwyczajnie tolerują.
Zdarza się jednak, że jeden z kotów przeżywa większy stres - to zależy od kota i każdy ma własny sposób przeżywania takiej zmiany. Wskazane wtedy jest zachowanie spokoju i zapewnienie swojego kota o tym, że jest wspaniały, chciany i wyjątkowy. Należy pilnować, by jadł i pił, gdyż koty po krótkim czasie nie przyjmowania płynów albo jedzenia chorują ciężko na wątrobę, nerki, odwadniają się.
W razie cięższego przebiegu aklimatyzacji do nowej sytuacji można zwrócić się po pomoc do "kociego behawiorysty", który może np. zalecić krople Bacha (np. www.czarny-kot.pl :)), do weterynarza albo osoby doświadczonej w oswajaniu ze sobą kotów.

Pisałam o zachowaniu spokoju. Cóż, czasem właśnie to jest najlepsze lekarstwo na kocie problemy - nasz ludzki spokój. Miejmy świadomość, że każdej nowej relacji towarzyszy stres - przeżywamy go często także i my. Nie trzymajmy zwierzaków pod kloszem...Pozwólmy kotom bez naszej ingerencji ustalić hierarchię między sobą, zademonstrować swoją siłę, zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa na własną rękę, a wreszcie ustalić wzajemne relacje tak jak się to im podoba.
Wtedy nasze decyzje będą mniej obarczone błędem, bardziej odzwierciedlały będą decyzje naszych kotów :).

piątek, 14 listopada 2008

Szczęśliwy dzień dla Andaluzji :)

Andaluzja pojechała dziś do domku... ze źródeł tajnych/poufnych wiemy, że może nazywać się Aluzja (podoba mi się!)... będzie miała kocią koleżankę, co bardzo mnie cieszy, bo Andaluzja to towarzyski zwierz :)).

Smutno...trochę...przypominam sobie moment, w którym znalazłam tego małego szczekającego brudasa o wystających we wszystkie strony żeberkach. Obleziona przez pchły, robaki i oblepiona rzepami była najbrzydszym kociątkiem świata - po umyciu wyglądała tylko trochę mniej żałośnie, ale za to poczuła się lepiej. Szybko doszła do siebie...stając się prawdziwym Kocim Motylem...tylko jakie skrzydełka udźwignęłyby taki wielki tyłek ;)...

Kociątko małe - życzę Ci całego życia szczęśliwego u swojej Dużej! A nowej opiekunce - dużo obecności mruczącej i udeptującej, ganiającej, ale przede wszystkim bliskiej:)

Al Andaluz w pozycji zamyślonej - jeszcze u mnie :)

PS. Mimw! Nie martw się! :) Na pewno będzie jej dobrze :))

wtorek, 21 października 2008

Andaluzja Przytulanka

Andaluzja robi postępy!

Odkąd przeprowadziła się do Mimw, gdzie ma stałą opiekę i mizianie całodobowe, gdzie jest wyraźnie MNIEJ kotów i więcej nieco miejsca, mała staje się powoli zupełnie nakolankowym kotkiem...miziaczkiem, przytulanką - w ogóle chrup i mniam :). Jest, jak się okazało już nie raz, zaborcza i charakterna. Nie daje sobie wleźć na głowę, za to z powodzeniem sama to uskutecznia
w stosunku do innych domowników...jednym słowem rozwija się...

Dowód: http://www.wrzuta.pl/audio/qDrTIVAbOx/andaluzja - skutki robienia kotu krzywdy poprzez obcinanie pazurków ;)

Dalej jest nieprzyzwoitym grubasem, ale ten szczegół można chwilowo pominąć ;). Przecież to 3 kilo kociego wdzięku ;)

Straciła już swoje mleczne kiełki. Tymczasowa opiekunka wychodziła ze skóry z niepokoju o to, czy same zechcą wypaść ;). Tak czy inaczej mam prawdziwą pewność, że Andaluzja jest dobrze zaopiekowana...

Rządzę...

...ale i tak czasem trzeba się umyć...

środa, 15 października 2008

Przeprowadzka

Andaluzja dziś wieczorem pojechała do Mimw...
Mam nadzieję - i trzymam za to kciuki - że szybko się tam zadomowi i że nie będzie miała problemów z dogadaniem się z Selectą i Tosią :), czyli pannami rezydentkami.
To z pewnością dobra wiadomość dla wszystkich - Mimw z pewnością znajdzie więcej czasu dla Andaluzji, niż my mogliśmy jej poświęcić przy takiej ilości kotów. To dla kici szczególnie ważne, bo potrzebuje socjalizacji. I...odchudzania ;).
Natomiast mój Bartek na pewno odetchnie - teraz w domu zostały już "tylko" cztery kociaki - w tym dwie rezydentki i dwa tymczasy - Oregon i Mimbla. Mam nadzieję, że szybko znajdą domy...

W tym miejscu chciałabym się jeszcze pochwalić - Kraków będzie miał zupełnie nowiutką, hamerykańską klatkę-łapkę. Mam nadzieję, że już jedzie (łamane przez leci) - zamówiłam wczoraj...
Och, mam nadzieję, że ją szybko "zajedziemy"... marzą mi się całe hordy wykastrowanych kotów...
...ale jestem normalna...;)

My też szukamy domu...

Dzisiaj do Mimw, u której wcześniej mieszkała Nebraska, przeprowadza się Andaluzja - nasz kochany grubasek. Dalej poszukuje domku...mam nadzieję, że tak jak do Nebrasi, szczęście uśmiechnie się także do Andaluzji, która przecież już tak długo szuka domku...Potrzebuje przecież dużo ciepła i czułości, a przede wszystkim - swojego kochającego człowieka.

U nas zostaje jeszcze Oregon i Mimba. Oregonik jest ślicznym, zawiadiackim kocurkiem. Jest prawie zupełnie biały, ma śliczny pysio... wiele osób dzwoniło, by o niego pytać, jednak wciąż są te same problemy: albo zainteresowani nie chcą zaakceptować warunków umowy adopcyjnej, albo nie zgłaszają się na rozmowę... po prostu nikt się jeszcze nie zakochał w tym pięknym kocie.

A Oregon jak żaden inny kot - może poza Tocią - potrafi zaskarbić sobie serce każdego człowieka. Mojego Bartka zupełnie urzekł, choć nie jest kociarzem i trudno mu się zachwycić "byle" kotem...
Potrafi uroczo zasnąć na kolanach, przy akompaniamencie donośnego mruczenia, wystawiając do głaskania mięciutki biały brzuszek...
Bawi się jak zupełnie maleńki kotek, choć przecież ma już prawie pół roku, więc to "całkiem dorosły" koci mężczyzna...
Świetnie komunikuje się z człowiekiem i z innymi kotami...
Jest uroczy, rozbrajający...
Zdrowy, wykastrowany...
Długo przebywał z zastępczą mamą - Mimblą - więc świetnie zna reguły kociego życia, nie cierpi na chorobę sierocą.
Dlaczego jeszcze nikt nie pokochał kota, który jest wręcz idealny?... Moim skromnym zdaniem, po lekkim odchudzeniu, mógłby nawet pojechać na wystawę - ma tak piękną sylwetkę i wzorcowy pyszczek.

Popatrzcie sami:


Jestem strasznie groźnym kocurem...


...a to ja i moja ukochana siostra...czasem nawet wylizuję jej uszka...


Mimbla, dzielna zastępcza mama naszych kociaków, także oczekuje na swojego człowieka. Być może potencjalnych opiekunów odstrasza jej wiek - ostatecznie ma ok. 6-8 lat. Jednak zważywszy na to, że koty dożywają wieku 20 lat, jest to po prostu dojrzała kobita.
Wiele w życiu przeszła - mieszkając na podwórku, wśród nieżyczliwych ludzi i całego mnóstwa innych kotów i psów, bez dachu nad głową ani nawet własnego terytorium, całe lata rodziła kilka razy do roku. Należy założyć, że były to ciąże mnogie - tak jak ostatnia: urodziła ośmioraczki. Oczywiście na pewno nie zawsze kocięta przeżywały, więc Mimbla z pewnością odczuwała cierpienie. Dla tej ślicznotki poród był ogromnym stresem i pewnie dlatego rodziła ostatni miot w tak potwornych warunkach - niemal na chodniku pełnym ludzi, koło ulicy...A może ktoś uniemożliwił jej dostęp do piwnicy, w obawie, że tam urodzi i trzeba będzie "sprzątać" martwe kocięta itp., itd...
Niezależnie od tego, co się stało, jej los był nie do pozazdroszczenia. Teraz Mimbla wygląda już ładnie, jej futro zyskało piękną, głęboką czerń. Jest zjawiskowo piękna.
Mimo płochliwości daje się brać na ręce, chętnie wystawia grzbiecik do głaskania. Potrzebuje z pewnością indywidualnego traktowania, bo nigdy nie doświadczyła prawdziwej miłości ze strony człowieka, prawdziwego zaangażowania z jego strony. Nigdy nie zrobiła mi krzywdy, mimo, że byłam potencjalnym "zagrożeniem" dla jej kociąt. Bardzo szybko stwierdziła chyba, że nie ma wyjścia i musi mi zaufać...
To naprawdę wspaniały kot. Przyjemny, nienatrętny charakter. Potrzebuje kogoś, kto doceni ją i jej łagodność, dając w zamian to samo - i mnóstwo czułości.
Mimbla jest na diecie - ciągle jeszcze odczuwa skutki "tuczenia" Denverka, który nie chciał rosnąć... ma trochę za dużo ciałka, co nie jest wskazane w żadnym wieku.

Mimbla czeka...


Dlaczego nikt mnie nie chce?...

Andaluzja już bardzo długo czeka na dom... może powinnam bardziej dbać o "reklamę"? Z drugiej strony zawsze bałam się, że trafi do jakiego nieodpowiedzialnego "kolekcjonera" kocich piękności, który postanowi ją rozmnożyć... jednak nikt taki się nie pojawił - ufff - a Mała jest już na szczęście wysterylizowana.

Ma około 5 miesięcy. Została znaleziona w krzakach gdzie - opuszczona przez mamę - "szczekała" donośnie, mimo swoich wówczas 2 miesięcy. Miała poważny koci katar, który prawdopodobnie zszedł w "bardziej dolne" rejony dróg oddechowych - stąd "szczekanie". Wyglądała wtedy na najbrzydszego kota świata, a składała się z kosteczek obleczonych cienką skórką, którą porastało szare, sfilcowane futerko. Kot był do obrania z rzepów, wyprania i wysuszenia. A także odpchlenia - cóż to po niej NIE chodziło... Andaluzja była tak chora, że bez protestów, a nawet z przyjemnością poddała się kąpieli w ciepłej wodzie z mydłem. Spod warstwy brudu zaczęło przebijać piękne, błyszczące, ciemne futerko. Nie jest to zwyczajny buras...
W miarę jak mała odzyskiwała zdrowie, z każdym dniem stawała się coraz piękniejsza...
Od kiedy odzyskała węch - a stało się to na szczęście dość szybko - ma wilczy apetyt. Niestety nie potrafiłam zapanować nad jej tyciem, które tylko do pewnego momentu było korzystne dla jej zdrowa... Andaluzja jest w tej chwili na rygorystycznej diecie, którą przeprowadza mój TŻ.

Charakter Andaluzji jest bardzo oryginalny. Niby nie jest to przytulasty, przemiły kot - taki jak Tocia. Nie klei się do człowieka, nie siada mu ciągle na kolanach, nie domaga się głośno pieszczot. Jednak ciągle towarzyszy. Po cichu, bez afiszowania się, upominania się o uwagę. Gdy siedzisz na kanapie, zwija się w kłębek nieopodal. Czasem, gdy ma wyjątkowo dobry nastrój, może się rozmruczeć na kolanach - byleby tylko ktoś drapał po brzuszku...
Lubi się bawić - szczególnie podobają jej się zapasy z Mimblą. W ogóle obie bardzo sobie przypadły do gustu. Mają podobne usposobienie - bardzo łagodne, zero agresji. Zarówno jedna jak i druga jest dość płochliwa - trzeba tolerancji i cierpliwości, by poczuły się dobrze w domu. Czułych i nienachalnych gestów...

Najlepiej pokochać kota takim jakim on jest... A to właśnie Andaluzja:

mam piękne pędzelki na uszach....

...dlaczego więc nikt mnie nie chce?...